czwartek, 31 grudnia 2009

Życzenia na przyszłość

Bo dziś Sylwester i kończy się kolejny rok
to ja w te pędy i sobie pomyślałam, że było fajnie w tym mijającym:)
obudziłam się
zwątpiłam
zakochałam się wiele razy
i poczułam trochę wolności w sercu
poczułam się szczęsliwa
płakałam z radości
i ze smutku też, choć mniej niż kiedyś....

dużo się działo
fajnie się działo
i niech się dzieje jeszcze!!!!

życzę sobie, by było cudnie
i bym pamiętała o tym, że mimo wszystko jest dobrze a nawet bardzo dobrze.
a najfajniejsze jest to, że i tak chce dawać to co mam najlepszego :)
:)))))

takie życzenie mam.

piątek, 25 grudnia 2009

W oczekiwaniu

W oczekiwaniu na lepsze czasy
można zmarnować sporo energii.

A więc:

do dzieła!!!
do roboty!!!
do życia!!!

Marsz!!!!!!!

A w nowym roku zaczynam przygodę z Peru :D
i oby było cudnie!!!!! :)

piątek, 11 grudnia 2009

Klaun

Ze mnie klaun jest
taki nieduży
ale śmieszny czasem

piątek, 27 listopada 2009

wspomnienie pierogów

Pewnego dnia, po wielogodzinnej podróży PKP wylądowałam w Krościenku, pięknej miejscowości w Pieninach. Wraz z moim znajomym poszliśmy zjeść obiad w pobliskiej jadłodajni, w zasadzie weszliśmy do pierwszej po drodze, bo umieraliśmy z głodu. Mój współtowarzysz zamówił zupę, ziemniaki z kotletem, frytki a ja pierogi z kapustą i grzybkami, bo dojrzałam kuchnię a tam kucharki lepiące pierogi. Czekałam długo albo bardzo długo. Do naszego stolika kolejno donoszono: zupę, potem ziemniaki i kotleta, surówki a ja wciąż czekałam na pierogi. Wreszcie przyniesiono mi super dużą porcję z dodatkowymi grzybami. Były to najlepsze jakie do tej pory miałam w ustach pierogi z kapustą i grzybkami. Zachwycałam się nimi bardzo głośno (chyba nie mlaskałam ale pewności nie mam…) Opłacało się czekać!!!! Podsumowaniem tego posiłku była rozmowa, którą usłyszałam chwilę po tym jak zaczęłam rozkoszować się moim obiadem: kiedy kelnerka podeszła do pana siedzącego obok, by zabrać zamówienie, ten powiedział, że chce to samo co mam ja. Jem tak apetycznie, że i on ma na to ochotę. Na to z kuchni usłyszeliśmy krzyk: to była ostatnia porcja z grzybami i kapustą, więcej nie ma!!!
Może to nie jest najzabawniejsza historia na świecie ale zapamiętałam ją jako wesołą. A gdy 2 lata później opowiedziałam ją znajomemu w autobusie do Krościenka – a był to, lub pewnie nadal jest, obżartuch niesamowity- zrobiłam mu takiego apetytu, że zaraz po wyjściu myślał tylko o tej karczmie, i pierogach. Nie udało nam się jednak dotrzeć tam na obiad ;(
Tak sobie czasem myślę o polskim żarciu. Patrzę na to co jedzą tutejsi i aż mi ich czasem żal.
A teraz idę zjeść kanapkę z avocado. Pyszna, polecam.(pozdro dla Daniela…)

niedziela, 22 listopada 2009

Solista / The Soloist



Film piękny, pradziwy o prawdziwych ludziach. Piękna muzyka.
Wzruszyłam się bo przypomniałam sobie o tym, że warto być.
Chciałabym więcej pisać i pamiętać o tym, że chcę pisać.

Film o tym, że mimo, iż chcemy pomagać innym, nie możemy ich zmienić tylko dlatego, że my tego chcemy.
Robert Downey Jr.- już dawno uważam go za dobrego aktora, tutaj zakochałam się w nim po raz kolejny. Uwielbiam zakochiwać się w ludziach. Jamie Foxx - rewelacyjny!!

Film jest oparty na prawdziwej historii człowieka, który nie poradził sobie ze swym losem. A może właśnie poradził sobie... trudno mi to osądzić i w sumie nie o to chyba tam chodzi. Myślę, że w tej historii chodzi o emocje, nasze, ludzkie, proste i prawdziwe. O to, by pamiętać, czym jest życie, jakim cudem i darem jest samo w sobie.
I znów czuję się szczęściarą. Niespełnioną zawodowo ale za to z szansą na przyszłość. Być może gdzieś tam czeka na mnie coś ważnego.

sobota, 21 listopada 2009

*****************************


Niedawno byłam w Polsce.
10 dni.
W Radiu Merkury słuchałam nocnej audycji "Poduszkowiec Merkurego". Tego wieczoru były tam przeważie hiszpańskie utwory. Ja wtedy tuż przed wyjazdem do Hiszpanii, dużo myślałam o powrocie do miejsca, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie 3 miesiące wcześniej - Munilli. Trochę bałam sie tam wracać by nie rozczarować się tym powrotem i moimi oczekiwaniami.
Myślałam wtedy też o mojej troche bezdomności. O takiej eurobezdomności. W mojej wtedy ułożonej definicji eurobezdomna - to taka ja, która wyjechała do UK, nie mam tam domu ale jego namiastkę, w której czuję się dobrze i u siebie. Ja w Polsce, gdzie nie mam już swego miejsca, gdzie nie czuję się u siebie. Ja, która chce podróżować, z pewnością, że to jeszcze troche potrwa zanim znajdę swój dom.

Czułam wtedy, że jestem w drodze. Wiem, że cały czas jestem ale czasem zapominam o tym, bo jakoś przyziemna się staje ta wędrówka. Czasami.


Ale potem znów przypominam sobie, że są kolory nieba, które czekają by się nimi upoić.
I światło, które dodaje odwagi, by oddychać głęboko.
I muzyka, gdzieś ukryta między wierszami niemymi, która sprawia, że nic więcej nie ma znaczenia.
Tylko ta chwila.

czwartek, 19 listopada 2009

Tymczasem na wyspie

Zasmarnana, obolała sezonowo albo zimowo.
Tak ni stąd ni zowąd dorwało mnie i teraz czuję się mniej więcej tak :
http://zolwiatko.wrzuta.pl/audio/19Gmek3CGXn/kabaret_potem_-_song_a..._psik_czyli_zasmarkana_apokalipsa

mamma mia!!!!!

piątek, 13 listopada 2009

list z Polski

dostałam list :)
to taka piękna forma korespondencji między ludźmi!!!!

Ania napisała w nim, cytując Zulehnera, że
"Kto nie ma odwagi do marzeń,
nie będzie miał siły do walki"

Mam świadomość - choć nie 24 na dobę - że marzenia trzymają mnie przy życiu.
Marzenia o tym co ma nadejść, o tym, czego mam się uczyć i doświadczać.

Charuję czasem zbyt dużo, ciężko mi i źle niekiedy i smutno, bo ciężko,
ale kiedy przypominam sobie o tym, co przede mną jeszcze, co mam do zrobienia, co do zobaczenia, to już kamień z serca.(długie zdanie wyszło)

Marzę, dużo marzę!!! bo lubię ;)

wtorek, 10 listopada 2009

czas

zabrakło mi czasu, uciekł gdzies między palcami...

niedziela, 25 października 2009

troszkę o przyjaźni

Tak sobie myślę, coż to jest przyjaźń??

kiedy ona trwa?

jakie ma znaczenie, kiedy nie przynosi zysków?

smutno mi trochę, gdy odbijam głową o mur,
nie rozumiem dlaczego wymiar przyjaźni błądzi gdzieś w interesownym postrzeganiu świata

może gdzieś i w mojej głowie bląka się myśl, że nic nie jest bezinteresowne, ale póki co nie chcę liczyć na korzyści płynące z przyjaźni
gardzę tym i rzygam

dziękuję

niedziela, 18 października 2009

Czekoladowe przeznaczenie

Nic nie dzieje się bez przyczyny, prawda???

Znalazłam nową pracę, w starym jakby fachu, catering czy jak tam chcecie go nazwać.
Dużo roboty, kontakt z klientem (...) i jedzeniem brytolskim również.
Widok z okna w pracy mam fajny, poza tym temperatura coraz niższa na dworze więc i w sklepie także, choć nie wiem, czy to ma jakiekolwiek znaczenie.
W każdym razie sprzedajemy domowej roboty ciacho (nie żebym przepadała za słodyczami, ależ skąd!!!;-) Jednakże w minionym tygodniu moja szefowa wyprodukowała w swej magicznej kuchni pewne ciasto co się zowie "chocolate fudge". Ciacho jak ciacho, ciemne, dobre, wilgotne, ot co. Polewa jednak na to ciacho to już zupełnie inna bajka!!! Spróbowałam właśniej tej polewy i zwariowałam.
Otóż jeden kawałeczek tegoż "toppingu" na cieście pomógł mi przenieść się do krainy dzieciństwa raz jeszcze!!!

Tak właśnie zawsze samkowała domowej roboty czekolada z mleka w proszku!!!!

Od wczoraj więc w lodówce mam czekoladkę, smakuje cudnie i choć jak to mówi sie u mnie na wsi "dupa mi sie zaklei" to i tak wcinam ją ostro. I nie tylko ja :) Reszcie domowników też samuje :) hehehe bo wiedzą co dobre!!!!
Smacznego i dziękuję bardzo!!!

środa, 14 października 2009

szeptem

Do ucha ktoś mi szepnął:
"Czuję, że nie należę do tego świata,
tu nie jest moje miejsce".

środa, 30 września 2009

Long is the way

Oj, nie ma to tamto

Dziś pierwszy dzień w nowej pracy, nowym miejscu.
Wiele pytań o mnie, m.in. czy już byłam na urlopie (co to za słowo URLOP?????)
no bo jak już byłam, to fajnie, bo znaczy, że już pewnie przez jakiś czas nie będę pewnie chciała nigdzie jechać.....
A wcale, że nie!!!!
Właśnie, że będę!!!! i już!!!!

Nie, żeby jakaś biurokacja mnie miała ograniczać w marzeniach,
że niby tak by było lepiej, bo praca, bo ludzie i teges szmeges jakieś!!!!!

Do dupy!!!

Ja chcę na wakacje!!!! (nawet ten URLOP niech będzie)

wtorek, 29 września 2009

Tajemnica

Kochany mój!!!
W tajemnicy Ci powiem, że
Bardzo Cię Kocham!!!
Tylko nikomu ani słowa!

niedziela, 27 września 2009

dupa blada albo zmiana warty

Czy czasem ktoś inny decyduje o naszym losie?
Tak bywa? czy jak?

To co się ze mną stanie zależy tylko ode mnie.
I nic to, że robota poszła w las,
znaczy czas na kolejne zmiany
a zmiany są dobre, choć bolesne czasem
więc do pracy rodacy!!

szukać nowej roboty

odważnie patrzeć w przyszłość i do boju!!



nowy rok szkolny się zaczął i tornister trza pakować!!

sobota, 26 września 2009

Munilla raz jeszcze

To już jesień w Munilli, kolory trochę inne, rudości sporo, wiatr tez chłodniejszy.
Wioska już inna, jednak teraz karmi orzechami i jeżynami. Gruszki też są, ale cierpkie jak cholera, więc do kitu.
Spotkałam tu tych, z którymi spędziłam cudne chwile na workcampie.
Witalismy się, jak gdybyśmy co dopiero się żegnali, to miłe.
Czas znowu stanął w miejscu. To lubię!
Znależliśmy cudowne źródło czystej wody, tuż pod domem, w piwnicy. Po prostu zaczęła płynąć. Cud i szok. To prezent od świata na urodziny właściciela tego domu - zdawało się. Po trzech godzinach intensywnego myślenia i ciężkiej pracy, okazało się, że w domu obok jest totalna awaria rur. "La aqua natural" okazała się więc porażką i niebezpieczeństwem dla całej konstrukcji domu, spływała bowiem od sąsiada, pod "naszą" kuchnią aż do piwnicy, podmywając dużą jego część.

Poza tym cisza, spokój, góry i zwierzęta.
Krótkie medytacje na wzgórzu i międzynarodowe rozmowy przy stole :)
Czasem cisza, czasem śmiech do łez.
Tak było w Munilli, tej jesieni.

środa, 23 września 2009

Oviedo


Dojrzały Pan o pięknych rysach leżal na łóżku piętrowym, w pokoju wieloosobowym, przygotowanym dla Pielgrzymów w drodze do Santiago de Compostella.Przygladał mi się słuchajac muzyki. Miał piękne oczy. Zniknął z pokoju zanim zdołałam wstać z lóżka po nieprzespanej nocy.
Pokój dzieliłam z 12 osobami. Wielu z Pielgrzymow chrapało,ktoś puścił bąka w tym tłumie, okno było zamknięte, ktoś inny dobijał się do drzwi Albergue de Peregrinos o 1.30 w nocy, gdyż nie miał klucza do wejściowych drzwi.
Podoba mi sie jednak pomysł marszu Camino de Santiago. Wierzę, że kiedyś przejdę tę droge całą. Tym razem tylko się przypatrywałam podróżnym. Sama byłam w drodze, troche innej, łatwiejszej, jak mi sie zdaje.


Dziś jestem w Oviedo, śladem Vicky i Chrisiny z ostatniego filmu Woodego Allena. Ulicę obok hostelu, ktorym znalazlam pokój stoi pomnik reżysera.
Jutro chcę jechac do Leon, podobno jest jeszcze ładniejsze.
Zobaczymy.

środa, 16 września 2009

powrót do domu

Chwila spędzona w starym domu
stare sprawy
nowe spojrzenie na rzeczywistość
dobra to szkoła

wystarczy by powtórzyć:
jesteśmy szczęściarzami!!!!

przynajmniej ja się czuję szczęściarzem!!!

piątek, 28 sierpnia 2009

Szczęściarze i już!

Tak, jesteśmy szczęściarzami,
mimo, że pada.
Mimo, że jakby lato się tu już skończyło
i teraz juz pewnie do marca bedzie dość ciemno...
I mimo wielu innych powodów do narzekań

Jakby nie spojrzeć na to, co za nami
gdzieś tam poza nami, daleko stąd,
to słońce świeci mi jaśniej
i obejmuje większą powierzchnię swiom działaniem.

Mam na myśli, to że po deszczu przychodzi tęcza i słońce,
po czasie zamyślenia, tzw. poczekalni
przyjdzie czas na odpowiednią stację docelową
a my mamy siłę i czas by do niej dotrzeć!!!!

I choć bardzo chaotycznie to nazywam
i nie wszyscy to ogarniają
to i tak wiecie,
że jesteśm szczęśiarzami.
Bo żyjemy,
i się uczymy cały czas,
i jeszcze dużo, dużo przed nami!!!

no, kurde nie?

czwartek, 20 sierpnia 2009

dobra wiadomość

dziś dowiedziałam się, choć nie jestem przekonana, że to prawda, nie dowierzam, że Johnny Depp ma tu swój dom. Na tej samej wyspie co ja!!!!!
I co teraz???
Znajdę go i sie dopiero będzie działo!!!!!

oj tak!

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

takie sprzeczności w sobie odkryłam:
uwielbiam przestrzeń
i mieszkam na wyspie

...

sobota, 15 sierpnia 2009

wakacyjne noce

cicho gra radio
lampka świeci nieśmiało
prawie nie widzę co piszę
ale piszę
o tym, co myślę
co mnie boli
i siedzę, po prostu

za oknem ciemność
i cisza
świerszcze dają nocny koncert
a komary drażnią mocno

nie muszę iść spać
i nie chcę
bo letnie noce są tylko dla mnie

to wspomnienie lata z domu
miłe wspomnienie
z blaskiem czerwonej żarówki w lampce..

Cień wiatru


Carlos Ruiz-Zafon:

"Życie pozbiawione znaczenia przemyka obok, jak pociąg niezatrzymujący się na stacji."

Piękna książka.

piątek, 14 sierpnia 2009

apropo marzeń

przeczytałam fajny wpis na blogu sbajew, o marzeniach...
i tak mi sie przypomniało
kiedyś myślałam, że marzenia są dla tych co to nie mają sił, by żyć w świecie rzeczywistym, wtedy sama żyłam w świecie marzeń,
nadal tam jestem, z tym, że wiem teraz, że marzenia należą do odważnych ludzi,
bo nie jest łatwo żyć w marzeniach, gdy większość dokoła bawi się w kotka i myszkę,
wymaga wciąż od innych więcej, by od siebie samych niewiele wymagać
a mnie wiara w spełenienie marzeń pomaga trwać w świecie rzeczywistym i jest tym, co sprawia, że (nie zawsze, acz przeważnie) potrafię się uśmiechać do siebie np. w autobusie,
ot tak.

niedziela, 9 sierpnia 2009

Leniwa niedziela :)

Późna pobudka, rogaliki na śniadanie
po godzinie głód mnie męczy ale to leniwa niedziela więc wiadomo trzeba wytrzymać
zamówię sobie marchewkowe ciacho w restauracji na końcu wyspy

"Ty chlebem, ptakiem, słońcem możesz być lecz kamieniem nie bądź mi.... "
Modlitwa w wykonaniu Balcara

Maciej Balcar wrócił na play listę :)

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

mój biznes mały

Otwarłam swój biznes, małą firmę
Tylko ja tam pracuję, dostaję pieniądze i wszystko jest okejos.

Okazuje się, co logiczne dla ludzi biznesu, że muszę się zabierać za księgi rachunkowe, czy cholera wie, jak to się nazywa.
Tabelek pięćdziesiąt trza wypełniać, uważać co się robi i skupiać na wszystkim.

cholera jasna
ja nie wiem, czy ja się nadaję do biznesowego myślenia
do pracy, wiem, że się nadaję ale reszta to jakaś dziwna akcja.

no nic
dam radę
tymczasem buena vista social club wrócił na moją play listę :)))))

piątek, 31 lipca 2009

31 lipca 2009


Pobudka o 6.10,
spacerek nad morze,
lektura Coelho na ławce na promenadzie,
słoneczko grzało w twarz, więc się uśmiechałam!!!
szczęśliwy to dzień, bo takie poczucie miłe mam w środku.
w kościele od rana pomodliłam się i podziękowałam :)
zimno-ciepły prysznic po powrocie.
Tak się zaczął ten dzień.
Jakby wciąż się zaczyna.

!!!!!!! a pewnie 15 lat temu nie wierzyłam, że dożyję swych 30 urodzin!!!! :D

środa, 29 lipca 2009

Znalezione, nie kradzione2

Znalazłam w internecie.
Dziekuje!!

Pewnej kobiecie przyśniło się, że za lada w jej ulubionym sklepiku stał Pan Bóg. "To ty, Panie Boże!" - zakrzyknęła uradowana. "Tak, to ja" - odpowiedział Bóg.
"A co u ciebie można kupić?" - zapytała kobieta.
"U mnie można kupić wszystko" - padła odpowiedź.
"W takim razie poproszę o dużo zdrowia, szczęścia, miłości, powodzenia i pieniędzy". Pan Bóg uśmiechnął się życzliwie i oddalił na zaplecze, aby przy-nieść zamówiony towar. Po dłuższej chwili wrócił z malutką, papierową tore-beczką.
"To wszystko?!" - wykrzyknęła zdziwiona i rozczarowana kobieta.
"Tak, to wszystko - odparł Bóg i dodał: Czyżbyś nie wiedziała, że w moim sklepie sprzedaje się tylko nasiona?".

Alchemik

Przeczytałam dziś Alchemika Paulo Coelho.
Niezwykła. Nic dodać, nic ująć.

niedziela, 26 lipca 2009

Pada pięknie

Prawie całą noc podał deszcz. Słyszę, bo mam w suficie okno i czasem nie mogę spać, gdy tak pada i pada.
Ale pada pięknie i letnio. W każdym razie mam takie wrażenie, gdy nie wychylam nosa spod kołdry.
W pokoju jest ciemno i sennie. Nie trzeba nic robić, nigdzie się spieszyć.
Fajny dzień. I to początek dopiero!!

A na śniadanie placek z jagodami!!

czwartek, 23 lipca 2009

Pierwszy przystanek


Miasto z zamkiem, przy plaży.
Kamienista plaża, czasem śmierdzi. Pies labrador, czarny biega za kamieniami, które mu rzucam, nie zawsze je przynosi w pysku z powrotem, bo po drodze znajdzie coś ciekawszego, ot tak, po prostu.
Dla mnie na plaży wiatr, cudowny, czasem silny!!
Znaczy, że życie idzie do przodu, że jest dobrze.
Że żyję!!!

Zostanę tu jeszcze torchę. (Mam plany na najbliższą przyszłość.
Fajnie mieć plany, bo wcześniej pustka była.)
Czasem wyjadę stąd na chwilę.
Juz niedługo do Polski i bardzo mnie to cieszy!!!!!!
Jadę do Polski, do bliskich!!!!
:))))
ufff
jutro nowy dzień!!!!

środa, 22 lipca 2009

zaczynam nową podróż

już zaczęłam
z biletem w jedna stronę

trasa nieznana i cel jeszcze nie do końca - trudno go nazwać acz pachnie przyjemnie

Samotne podróże są fajne
lubię obserwować ludzi
i siebie
Być sobie
tak, o

czwartek, 16 lipca 2009

no czego?

Czego ja szukam w tym internecie? Oczy już bolą a ja się gapię w ten ekran jak chora jakaś.
Łeb pęka, bo jakieś choróbsko sie napatoczyło chyba a ja siedzę i się gapię!
No już, już.
Idę stąd.

cholera jasna, no!

wtorek, 14 lipca 2009

Pan z wąsami 2

Zadzwonił do mnie kiedyś Pan z Wąsami. Poprosił o pożyczkę pewnej sumy pieniędzy. Gdy niepotrzebnie tłumacząc się, że nie posiadam takiej, jakiej sobie jegomość życzy, zapytałam po co mu tyle kasy, odpowiedział, że „chciał sobie wjebać na książeczkę oszczędnościową, by mu się uzbierały jakieś procenciki na czarną godzinę”.
Zatkało mnie.

poniedziałek, 13 lipca 2009


w drodze...
do siebie.

piątek, 10 lipca 2009

Weselicho


Jedna moja znajoma ma za tydzień ślub swego jedynego syna.
Od kilku miesięcy walczy z nadwagą, by tego dnia być przepiękną Mamuśką. Kupiła sobie nawet sukienkę za 2000 funtów ale dziś bardziej jej się już podoba suknia jej córki. No szkoda, no.
Wszystko jest na tip top przygotowane,
choć lider orkiestry zamówionej na wesele ponoć dostał ataku serca a na zewnątrz hotelu w którym będzie impreza staną rusztowania potrzebne do malowania budynku, poza tym krawcowa męskich, weselnych kamizelek (Pana młodego, jego ojca i świadka) zmyła się z kasą i ślad po niej zaginął.
Poza tym wszystko zapięte na ostatni guzik.

Zdrowie Państwa Młodych!!!

czwartek, 9 lipca 2009

Na szczęście



Rozmawiałam z Przyjaciółką.
Powiedziałam jej co odkryłam w sobie, gdy nie szukałam.
Jakie szczęście mnie spotkało, gdy znalazłam szczęście.

Na szczęście ona wiedziała o czym mówię,
Przeżyła to sama i trzyma się tego od ponad dekady.
Mówiła, że jej najbliżsi nie potrafili zrozumieć, więc przestała tłumaczyć im
i siebie też już nie usprawiedliwia.
Dalej idzie przez życie z tym co znalazła,
odprężona bardziej
i wie, że już wszystko jest dobrze,
choć czasem jest ciężko, bo życie bywa przygnębiające.

Dobrze mi z tym.

środa, 8 lipca 2009

znalezione, nie kradzione :)

"W dalekiej galaktyce, w środku kosmosu, żyje grupa istot zwanych Władcami Czasu. Pilnują oni całego stworzenia. Są odpowiedzialni za utrzymanie ewolucji wszystkich form życia w całym swoim dominium. Co jakiś czas któryś z nich jedzie na wakacje. Pewnego razu przyszła wreszcie kolej na Kroba. Krob udał się do agencji podróży, by znaleźć dla siebie miejsce na spędzenie urlopu.
– No cóż, panie Krob – rzekł agent – mamy wolne miejsca na dalekich krańcach naszego systemu gwiezdnego, na "Czerwonej" planecie. Może pan tam leżeć do góry brzuchem i cieszyć się wszystkimi przyjemnościami życia.
– Byłem tam ostatnio i jest tam wspaniale, ale wolałbym coś bardziej egzotycznego – odpowiedział Krob.
– To może będzie panu odpowiadała "Zielona" planeta w sektorze gwiezdnym 401. Można tam odpoczywać w idealnym spokoju i ciszy. Ostatnio jest to bardzo popularne miejsce.
– Nie – odrzekł Krob – wolałbym okolicę, w której mógłbym stawić czoło jakimś wyzwaniom. Agent zastanowił się przez chwilę i powiedział:
– Myślę, że mam coś takiego. Na dalekich krańcach kosmosu znajduje się bardzo mały sektor gwiazd zwany "Drogą Mleczną". Bóg jeden wie, skąd wzięli taką nazwę. Jest w nim "Niebieska" planeta; można tam bawić się z samym sobą i innymi Władcami Czasu, którzy spędzają tam swój urlop. Główną rozrywką jest "zabawa w chowanego". Jest bardzo popularna. Zanim pan tam pojedzie, musi pan zdecydować, ile żyć chce pan otrzymać i jaką rolę odgrywać w danym życiu. Ponieważ w naszym wymiarze nie istnieje czas, może pan dostać tyle żyć, ile pan zechce. Tam zapomni pan, kim jest, aby mógł pan szukać siebie za każdym razem – w każdym życiu od nowa. Pomiędzy życiami musi pan wybrać, w co się chce bawić w następnym życiu. Musi pan także wybrać dla siebie płeć. W każdym życiu są bardzo fajne gry i zabawy zwane rodziną lub relacjami. Te to dopiero potrafią człowieka rozśmieszyć!
Krob się zainteresował:
– To brzmi wspaniale. Proszę mi jeszcze powiedzieć o innych grach i zabawach, w których mogę uczestniczyć, podczas gdy będę próbował odnaleźć siebie.
– Och, jest ich dużo. We wszystkich może pan wziąć udział podczas swych wakacji. Bardzo popularna jest "zabawa w wojownika". W tej zabawie może pan zobaczyć, ile razy można pana zabić w bitwie albo w innych okolicznościach, w których pomaga pan innym sprawdzić to samo. To bardzo zabawna gra, a najzabawniejsze jest w niej to, że wszyscy traktują ją serio. Większość bierze w niej udział około 200 razy. Mówię panu, można umrzeć za śmiechu, taka jest fajna. Jest też zabawa w kupca. Pokazuje, ile razy można się wzbogacić, a później wszystko stracić. Bardzo interesująca, pyszna rozrywka. A co by pan powiedział na zabawę w woła roboczego? Polega ona na tym, że robi się to samo codziennie przez osiem godzin przez około pięćdziesiąt lat i dostaje za to tyle pieniędzy, by nakarmić rodzinę i od czasu do czasu się upić. Jeśli wybierze pan płeć żeńską, może pan sprawdzić, ile razy potrafi posprzątać dom i ugotować, zanim zużyje pan swoje ciało. Nie bardzo to rozumiem, ale mam wrażenie, że ta gra ma także pomóc innym urlopowiczom w zabawie, którą nazywają "narodzinami". Ale jest jeszcze lepsza: "zabawa w studiowanie" – zobaczy pan w niej, ile teorii filozoficznych można włączyć do swojej kolekcji podczas jednej gry w odnajdywanie siebie. Jeśli stanie się pan w niej dobry, może przekształcić się w "zabawę w guru", w której uczestnik myśli, że jesteś oświecony, i pomaga innym urlopowiczom bawić się w studiowanie. Lecz najpopularniejszą rozrywką jest, niech pan słucha uważnie, zabawa, która trwa równocześnie z innymi zabawami. Nazywa się "zabawą w ofiarę i cierpiętnika". Tu się pan dopiero uśmieje! Boki zrywać! Zobaczy pan, ile zwykłych sytuacji potrafi pan przekształcić w tragedię, ile razy może pan umrzeć na jakąś chorobę, ile razy spowodować, że będzie pan, jak tam mówią, nieszczęśliwy. Zdaje się, że przy tej grze trzeba tak wytrenować umysł, by potrafił negatywnie oceniać i osądzać różne rzeczy. Ja w ogóle nie mogę jej pojąć. Zdaje się, że wysyłają urlopowiczów do specjalnych szkół, by się dobrze jej nauczyli. Ale pierwsze nauki pobiera się u tych wczasowiczów, którzy bawią się w rodziców. Jak pan trochę poćwiczy, to na pewno pan się zorientuje, o co w niej chodzi.
– To brzmi wspaniale. Proszę mnie zapisać."

piątek, 3 lipca 2009

urodziny


zbliżają się moje 30 urodziny,
juz czuję je jak powiew wiatru na karku

chyba nawet czekam z niecierpliwością i wierzę,
że zmiany nadchodzą
razem z tą trzydziestką

najpierw kursik zdrowego, głębokiego oddechu połączony z medytacją
bym potem na urodzinowym torcie mogła zdmuchnąć świeczki.

tararara

wtorek, 30 czerwca 2009

koniec czerwca

Now I know finally
I've never been alone
I just couldn't see...
Jehro - All I want.


nawet nie zauważyłam kiedy miął ten miesiąc

czwartek, 25 czerwca 2009

Munilla z zapisków i skrawków wspomnień


Casa Munilla - miejsce magiczne,
tak pomyślałam, kiedy dotarliśmy tam wieczorem po prawie całodniowej podróży po Hiszpanii. Było zimno i ciemno, jechaliśmy górskimi drogami. Po drodze mijaliśmy liczne miasteczka, które jedno za drugim przypominały mi Obabę (hiszpański film o miasteczku, które własnie tak się nazywa). Po raz pierwszy zobaczyłam jak pracuje pies pasterski. Kiedy przejeżdżaliśmy obok gospodarstwa do którego po całodniowym wypasie wracały owce, pies pasterski - jeden z czterech - zablokował nam drogę, niczym sygnalizoator świetlny, byśmy ustąpili pierszeństwa setce wełnianych zwierzaków. Obszczekał nas, a jego obszczekał nasz Szef :)
Kiedy dotarliśmy na miejsce, Szef - Gospodarz domu zapoznał nas z zasadami tam rządzącymi, opierającymi się w 99% na pokojowym podejściu do bliźnich. Ustalono godziny posiłków oraz ciszy nocnej. (Prawdopodobnie ostatnio słyszałam takie informacje na kolonii w Puławach.. jakoś 17 lat temu:) Dom był niesamowity. Chciałam usunąć słowo "niesamowity" z mojego słownika, bo zbyt często sie nim posługuję a przeczuwałam chyba, że ten workcamp będzie właśnie taki. Postanowiłam zatem przyjmować rzeczywistość taką jaka jest, cokolwiek to znaczy, miała być ona dla mne inna niż do tej pory.
No i oto proszę bardzo. Po przebudzeniu zobaczyłam gdzie naprawdę jesteśmy. Wysoko w górach, w maleńkiej wiosce, pełnej domów z pomarańczowych cegieł, pełnej pastwisk z krowami białej maści. Owoce i produkty na posiłki musieliśmy kupić w sąsiedniej wiosce, gdzie akurat odbywał sie targ :)

Casa Munilla, Ilargia 19. Dom stary, dość zimny, pewnie zakładano, że na dworze jest na tyle gorąco by pełnił funkcję miejsca na odpoczynek. Dawno już nie słyszałam tak wyraźnie świerszczy i śpiewu ptaków. Nocą były to jedyne dźwięki płynące zza okna.
Noce były ciemne i chłodne. Tylko ostatnia była bardzo jasna, bo gdzieś nieopodal rozbłyskiwały pioruny. Wtedy całe niebo jakby płonęło. Wtedy też przypomniałam sobie, że boję się nietoperzy.
Czas miał inny wymiar. Każdy dzień był dla mnie niedzielą. Czasem szliśmy w góry na zachód słońca i wtedy el Jefe (Szef znaczy) zabierał instrumenty, bo pożegnać dzień z muzyką i radością. Miał olbrzymią muszlę, na której wygrał ku słońcu dżwięki dziękczynne. Popłynęły w cztery strony świata a nasze szczęki opadły w dół. Ja na prawdę starałam się nie myśleć o niesamowitości takich sytuacji, nabierałam powietrza w płuca i cieszyłam się chwilą. Cudnie.
Znalazłam też na poddaszu dwa hamaki, kolorowe, piękne hamaki. Wisiały obok okna na tarasie, z którego widok był cudowny, spokojny i głęboki.
No i wracam tam w myślach, oj wracam.

http://www.youtube.com/watch?v=AnZ-jLCgXns

sobota, 20 czerwca 2009

Munilla


10 dni w hiszpańskiej wiosce na północy kraju
dni, które zmieniły we mnie dużo

magiczny dom, pełen pamiątek z Peru, Kolumbii, Brazylii i Arizony,
magiczni ludzie i czas.

Cisza, spokój czasem zakłócony muzyką z głośników sprzedawcy lodów, który właśnie w czwartki dojeżdża ze smakołykami.
Świerszcze, dzwonki na szyjach krów,
świergot i śpiew ptaków.

Góry dookoła
i wiara, że to ma sens.
I radośc z każdej chwili tam, każdej, znaczy dokładnie z każdej.
Jak chyba nigdy przedtem.

Taka była Munilla w 2009 roku

to tak na swieżo,
wróciłam wczoraj wieczorem
jeszcze do siebie docieram!

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Madryt

kolorowy, pelen ludzi, choc nie czuje, ze jestem tu razem z 3 milionami osob.
Piekne miasto Pedro Almodowara.

Przypadkowo znalezlismy sie wczoraj na hinduskiej imprezie,
na scenie spiewy prosto z Boolywood, tance brzuszkow, kilka tlusciutkich, kilka meskich
pod scena tanczacy i spiewajacy tlum.
Jakze piekne twarze hindusow,
piekne usmiechy, blysk w oczach i radosc chyba,
tak mi sie zdaje, ze cieszyli sie, ze tu na obczyznie znalezli chwile dla swojej kultury , bardzo daleko od domu.
Wrzuszylam sie ogromnie :)

Dzis ostatnia noc
jest wieczor
a my za chwile bedziemy spadac w miasto by na ADIJOS powachac zapach nocnego Madrytu.
dobranoc!!

jutro jade do Munilla :))))

niedziela, 31 maja 2009

Lato na wyspie !!

bose nogi
brak polara
SANDAŁY!!!!!!

oto lato na wyspie!!!
jest cudowne i zamierzam się nim cieszyć dopóki jest!!!
nicnierobienie na kocyku
poranny jogging w słońcu - muszę przytyć a to kurcze nie pomaga ale jest cudowne!!!
moc energii od rana po bieganku,
i wciąż odkrywanie nowych, starych miejsc!!

cudowne!!!
(patetyczne?)
cudowne!!!

a za tydzień powinniśmy być już w Madrycie:)
potem spadam na północ Hiszpanii, by popracować jako wolontariusz i pobyć trochę tam
posłuchać hiszpańskiego
pooglądać Hiszpanów
pobyć w ogrodzie, gdzie być może i drzewa pomarańczowe rosną:)
mam pomysł: położyć się pod takim drzewem, popijać sok z wyciśniętych pomarańczy i być.

no cudownie, no!!!

sobota, 23 maja 2009

sobota bez czekolady


poranek był inny niż zwykle
ćwiczenia gimnastyczne z Piotrusiem - jak nigdy przedtem
jogging po bułki na śniadanie
i wspólne jedzenie z domownikami :)

brzmi niesamowicie
a było w rzeczywistości pełne dobrej energii :)

no i obiecałam sobie, że żadnej dziś czekolady nie zjem...

zakusy na dzielną wojowniczkę światła wywąchałam w sobie.

uff

niedziela, 17 maja 2009

niedziela

Niedziela 17 maja to dzien bez komputera
dlatego właśnie nie będę pisała dziś
absolutnie nic!

środa, 13 maja 2009

tęcza




jakby rozczesała kołtuny,
które się stworzyły
po długotrwałym
zaniedbaniu

bo długo sie nie gadało i nie rozwiązywało problemów

tęcza była jaskrawa, dała nadzieję i pozwalała na siebie patrzeć
podzieliłam się jej pięknem, :)

podzielę się też jej zdjęciem

czwartek, 7 maja 2009

Żeby pogadać

Nie zawsze się da pogadać, poprowadzić dialog tak, by razem dojść do wniosków i by się czegoś nauczyć.
O sobie i rozmówcy.

Czasami się staram a dziś wyszło na to, że się nie da i Piękna na ten przykład zaatakowała ignorancją, co do szału totalnego mnie doprowadza, więc skonczyło się bardzo głupią kłótnią.

A weszłam do pokoju, żeby pogadać.

środa, 6 maja 2009

Życzenia urodzinowe

W kolejce dwóch mam solenizantów ( używa sie jeszcze tego słowa??)

Piotrusiu!!
Tylko dobrych chwil, dużych w morzu ryb i odwagi by żyć!! ihvy



Panie Redaktorze!!
Nie chcę się powtarzać ale wykorzystać mogę oto to miejsce, by bardzo ale to bardzo serdecznie winszować ( używa się jeszcze tego słowa? ;)) i ściskać urodzinowo!! Chciałoby się napisać, byś się nie zmieniał ale to nie byłoby dla Ciebie dobre, więc zmieniaj się ale nie zapominaj kim jesteś!!!!

M. :)

Wieści z Meksyku 2

Piękna wróciła z Meksyku, symptomów choroby brak, za to wieści o wojnie Obamy z Meksykiem, z czego cała ta szalona nagonka i panika.

Życie jakby wraca do nienormalności z czego cieszyć się nie będę.

Ale coraz silniej i odważniej o tym mówię głośno.

poniedziałek, 4 maja 2009

...

Czasami można umrzeć z nudów.
Wyciągnąć by sobie żyły z szyi, owinąć dokoła i udusić.

Najgorzej jak się człowiek nudzi z samym sobą.
To dopiero boli.

niedziela, 3 maja 2009

wieści z Meksyku

Piękna wraca z wakacji w Meksyku, jeszcze 4 dni temu, gdy z nią rozmawiałam niewiele wiedziała o grypie i panice w związku z chorobą.
Poczekamy zobaczymy...

Nie żyje

wuja Geniu zmarł
na zawał
smutne to

miał smutne i pieskie życie
był samotny i chory
umarł w samotności
na stojąco

to najlepsze co mogło sie mu przytrafić, niestety.

sobota, 25 kwietnia 2009

O czym szepczę psu do ucha

spacer z psem mi sie marzy
tak, żeby wyczochrać bestię, co mnie kocha i ja ją

mam jedną na oku
czarna suczka, labrador
często polar mi nią pachnie
wkula sie też w moje ramiona, kolana i brzusio by poczuć troche człowieczego ciepła
a ja jej gadam
takie tam, różne rzeczy
że wierzę, że kocham, że jestem szczęśliwa i czekam na coś co nadchodzi,
coś dobrego :)
już niedługo.

lubi mnie słuchać, tak myślę

dobranoc
(północ minęła)

Kawałek historii



spotkałam teatr po drodze do siebie
zatrzymałam sie na chwilkę i zostałam na 9 miesięcy

zadomowiłam się

przełamalam wiele barier
pokonałam strach i wstyd
wyleczyłam kompleksy
usłyszałam wiele kamplementów
wystąpiłam na scenie

nie zamieniłabym tego czasu na nic!

niedziela, 19 kwietnia 2009

a jak juz wrócę ...


Jak wrócę do Polski i zacznę sie uczyć pisania wniosków o dofinansowanie projektów kulturalnych lub społecznych z UE to stworze program, który będzie wysyłał ludzi za granicę w celach rozwojowo - zawodowych.
W celach nauki pokory wobec życia, pracy i ludzi. I wobec samego siebie.
Taka zagraniczna resocjalizacja.
Przymusowa. Finansowana przez UE.
Taki np. pan Kulczyk też dostałby swój przydział :)
Ci, ktorzy znają dobrze angielski mieliby szanse na prace biurowa w strand cleaners - czyszczenie budynków biurowych, praca popołudniowo-nocna.
Ci, którzy nie znają języka mogliby liczyć na pracę w przetwórni małży.

Oj juz nie mogę się doczekać powrotu do ojczyzny i nowych wyzwań :D

niedziela, 12 kwietnia 2009

Zły i dobry ryż

Obejrzeliśmy z Piotrkiem film dokumentalny pt. "Wieści z wody". Bardzo ciekawy i zastanawiający. Postanowiliśmy zrobić eksperyment z ryżem o którym mowa w filmie. Polegał on na tym, że w dwóch słoikach zamknęliśmy ryż, na jednym napisalismy "kocham Cię i dziękuję" a na drugim "Nienawidzę Cię, spierdalaj". Zgodnie z regułami eksperymentu do jednego z nich mowiliśmy miłe rzeczy do drugiego niemiłe. Po kilku dniach opieprzany ryż zaczął czernieć, delikatnie ale zauważalnie. Eksperyment zaczął wychodzić. My jednak coraz rzadziej zdobywaliśmy sie na przekleństwa, tak jakoś mało ostatnio klniemy... ignorowalismy obydwa słiki. Ryż przestał czernieć.

Ostatnio znowu wkurzałam sie ostro, nie na ryż, na ludzi.
Chyba zacznę nosić z sobą słoik z brzydkim ryżem. I będę go ochrzaniać jak sie zdenerwuję na kogoś.
Ty ryżu głupi , ty!!!!!

niedziela, 5 kwietnia 2009

Pierwsza Komunia

Moja koleżanka nie ochrzciła swojej córki. Kiedy mała dorosła do wieku Pierwszokomunijnego oczywiście nie było mowy by wzięła udział w tymże sakramencie. Dziewczynka całe życie jest wychowywana obok katolickiego Boga, rodzice otwarcie z nią o wielu rzeczach rozmawiają, są świadomymi ludźmi.
Niektóre dziewięcioletnie dziewczynki z klasy Oli nie rozumiały, dlaczego ich przyjaciółka nie dostanie prezentów ani nie bedzie miała przyjęcia. Jedna z nich zapytała więc moją koleżankę, dlaczego Ola nie przystąpi do sakramentu.
- "Bo my nie chodzimy do kościoła, wiesz" - odpowiedziała Mama, najprościej jak mogła.
Zobaczyła zdziwione oczy dziewięciolatki, która odpowiedziała
- "Ale my też nie chodzimy"....

sobota, 4 kwietnia 2009

sobota rano


słoneczko powitało dziś rano
a teraz chyba ucieka do Hiszpanii, cholera jedna ;)

Ładna na moja wyspa
dużo zieleni i żółci
już parę razy nawet bez szala chodziłam... szaleństwo

gram w lotto :)
zaplanowałam długi, piękny rejs wielomiesięczny po morzach i oceanach
jak wygram.
zabiorę tam wszystkich bliskich mi ludzi.

czwartek, 2 kwietnia 2009

Młoda Pani Blond

Elegancka Młoda Pani powiedziała, że ma 3 domy, dość blisko siebie
jednego prawie w ogóle nie używa, bo to poza miastem i ciężko jej zrobić tam zakupy dla maleńkiego dziecka
racja

Bycie mamą, to ciężka praca
czasem bardzo ciężka
czasem jak maleństwo płacze, to naprawdę nie można nic poradzić, ale drzwi nie zamyka, by nie słyszeć płaczu, co to to nie
musi być silna i myśli sobie - "czasami po prostu musi się wypłakać, wytrzymam, dam radę."
tak mówi Młoda Pani Blond

a ja co? ja tam jestem, by jej życie mogło być łatwiejsze

piątek, 27 marca 2009

Południowa Francja

Moja znajoma byla w południowej Francji na wakacjach, z mężem była. Mieszkali w hotelu,w którym zatrzymuje się Książę Karol (Charles przecie) i gwiazdy, same celebrities.SUPER!!! Fajnie mieli.

A ja jeżdżę do pracy autobusem, siadam na górnym piętrze, ostatnio jest bardzo słonecznie, dziś niebo wyglądało jak na Majorce, widoki przednie, owce na pastwiskach i wiosna dookoła. Południowa Francja będzie później, już niebawem :)

wtorek, 24 marca 2009

POŻAR


Był pożar na wyspie, ktoś stracił wszystko co miał ale uratował życie.
Może to czas żeby zacząć żyć na nowo?

poniedziałek, 23 marca 2009

where the hell is Matt????

http://www.youtube.com/watch?v=zlfKdbWwruY

POLECAM!!!!!!!!!!!

dla mnie bomba!!

niedziela, 22 marca 2009

proste pytanie

Tato, a ty masz ogon????? zapytała niedawno dwuletnia Kornelia, siedząc na kolanach Mamy w łaziece, gdzie jej Tata zażywał kąpieli.

no bez komentarza

Tęsknię do czystości intencji takich pytań :)

czwartek, 19 marca 2009

kula

kula się kula

spaliła sie trochę i spadła
około buta się zatrzymała i coś chciała powiedzieć
chyba zapomniała co

ja patrzę, bo już się nie kula
a szkoda
natchniona jakaś chyba

poniedziałek, 16 marca 2009

to działa!

wsiadam do autobusu, mam czas by czytać, więc czytam.
uśmiecham się, gdy czytam :)
myślę, odkrywam co tam napisali i przypominam sobie moje życie.

Odkrywam na nowo, że nie muszę jak inni, tylko dlatego, że mi tak powiedziano wcześniej, że nie dano innych wyborów czy nie pokazano innych dróg,

człowiek jest wyspą poza swój brzeg śpiewa Kuba jeden

miło odkryć nowe prawdy

czwartek, 5 marca 2009

koncert

dziś był koncert
coś czuję, że to nie tylko tak, że sobie był i koniec.

energia, dużo emocji i jakaś dobra wiara, że dzieje się coś po obu stronach sceny.
nogi trudno było utrzymać w spokoju, wszystko podskakiwało
takie tralalala
:)
się kłaniam Kubie i reszcie :)

poniedziałek, 9 lutego 2009

cisza

nikt nic nie mówi, jak miło


mam pomysł:
żeby tak ktoś wymyślił takie urządzenie, które mogłoby cyfrowo nagrywać nasze myśli, a my je potem hyc na papier.Byłoby więcej mądrych zapisków.
hmm???

środa, 28 stycznia 2009

***


Nie wiedziałam, że tak bardzo potrzebuję czytania.
Że tak dużo przyjemności może sprawiać bycie z samym sobą...
No to już wiem :)

Czytam bloga Szczygła. Lubię czytać wszysko, co mu się urodzi. Ukłony!

wtorek, 27 stycznia 2009

Pan z Wąsami

Jak to jest,
że Pan z Wąsami, co to je nosi od kiedy miał lat 20, czyli 20 już lat, nie widzi nic złego w rozpieszczaniu swego Syna, który już rozpieszczony bardzo bardzo jest?
że on myśli, iż nowe przedmioty, które odciągają Jego Syna od nauki, jeszcze bardziej pomogą skupić mu sie na wszystkim, co z nauką związane nie jest.

Pan z Wąsami nie miał w dzieciństwie fajnych przedmiotów. Nie lubił się uczyć. Lubił robić inne, nie fajne rzeczy.

On kocha Syna, bardzo.

Jego Tata chyba mniej go kochał. Jego Tata też robił nie fajne rzeczy, z tym, że nie szukał dla swego Syna fajnych przedmiotów. Jego Tata chyba wiedział, że Syn i tak nie będzie chciał się uczyć.

Pan z Wąsami jest bardzo nerwowy, znerwicowany wręcz. Głupawo się zaśmiewa. Trzęsą mu się ręce. Nie wiem, jak z jego poczuciem humoru, choć znam go od dawna.

Może nie potafi pokazać inaczej, że kocha, więc daje nowe przedmioty Synowi. Daje mu coś czego sam nie miał.
Nie wiem, czy daje Synowi czułość.

niedziela, 25 stycznia 2009

brytyjska zabawa

Nie mogę znaleźć żadnej foty w necie, która odzwierciedlałaby to co chcę pokazać.
Poszłyśmy wczoraj na tańce. Dawno mnie tam nie było. Juz podczas oddawania kurtki do szatni przypomniałam sobie powody, dla których rzadko spotykam sie w tutejszych pubach z tutejszymi pragnącymi zabawy ludźmi. Cholera jasna!!!!! Ja nie jestem aż tak stara ale do diabła tam po prostu nie da się nawet swobodnie stać. Wyobraziłam sobie więc scenke, z krótkiego filmu: przenosze sie ze spokojnego i ciepłego miejsca na parkiet brytyjskiego klubu muzycznego, obok dziesiątki pijanych dziewuch, świecących brokatem po oczach, w sukienkach obcislych, zbyt obcislych - hmm moze dla tego zachowują się, jakby im tlen nie docierał do mózgu, bo kolorowe, zbyt napięte paski tamują temu drogę... - brrrrrrrrr. Kosmos, bo ja tu już trochę czasu spędzilam i cały czas sie dziwię!!!! Mój problem. No i nie mam pomysłu na zakończenie tego filmiku. Chyba powrót do rzeczywistości, bo ręce mi opadały kiedy patrzyłam na brytyjską zabawę!!!!!!
No ale potańczyłysmy sobie jak już baby brtytolskie zwolniły trochę miejsca na parkiecie i nawet wzbudziłyśmy hmmm zainteresowanie chęcią - prawdziwą - tańczenia, prawie do upadłego.
I tyle.
Dla dj'a ukłony skromne :)

poniedziałek, 19 stycznia 2009

August Rush!!!!


Odnalazłam to co zagubiło się pomiędzy wierszami!!! Przyjemność oglądania olbrzymia, radosna, prosta i tak bardzo potrzebna!!! Nie pamiętam nawet jak trafiłam na ten tytuł ale nie przypadkowo obajrzałam go wczoraj. August Rush, jego wiara, niewinna, prawdziwa, dziecinna i szczera, że odnajdzie to czego szukał, choć w zasadzie nie szukał tylko po prostu żył i czekał. I jeszcze jedno: słuchał, grał i był wierny temu co czuje!!! Codowny!

sobota, 17 stycznia 2009

słońce listopadowe


Chyba od zawsze chcialam spędzić zimną i burą zimę w miejscu, ktore nie zna chłodu i brzydactwa listopadowego. Wiedziałam, że przecież nie moze tak być, by wszędzie słońce zapominało o ludziach na kilka miesięcy i wypinało na nich zółty tyłek. Tuż przed "trzydziestką" trafiłam na chwilę do krainy niebieskiego nieba w listopadzie a moje letnie koszulki pokazały sie znów światu i potwierdzą w zeznaniach, że było cholernie ciepło jak na miesiąc przed Bożym Narodzeniem.
I z dawno już zapomnianą radością wysyłałam pocztówki z listopadowym słońcem na twarzy, prosto z Malagi.

Powiedziała do mnie piękna

Zza zamknietych drzwi usłyszałam prawie wołanie: "Otwórz Monia, bo mnie sranie dusi".Cóż było robić?? Otworzyłam.