niedziela, 25 kwietnia 2010


Czwartek około 1 w nocy. Wszyscy są zmęczeni, pozytywnie zmęczeni, w piątek rano czeka nas wyprawa. Powrót do domu. Ja bardzo tego nie chcę, bo nie chcę wracać, jeszcze. Ale wiem, że będzie co ma być.
Z kuchni dobiegają dźwięki krzątaniny, po kolacyjnego sprzątania, wybuchy śmiechu spowodowane zmęczeniem i bezsilnością wobec całej góry brudnych naczyń, których tak bardzo nikomu nie chce się myć.
W gościnnym pokoju, gdzie spokojna muzyka przygrywa i łagodzi i tak już spokojny nastrój siedzą mężczyźni. Najmłodszy z nich jest chory. Złapała go grypa, na to wygląda. Chłopak czuje się bardzo słabo, jest młody i silny ale jakby poddał się gorączce. Gospodarz domu przywdziewa specjalny strój, bierze do rąk drewniane instrumenty przywiezione z amazońskiej dżungli, zapala kadzidła. Jego przyjaciel siada obok młodego chłopaka, który już wyprostowany siedzi na krześle po środku pokoju. Ma zamknięte oczy.
Do kuchni dobiegają dźwięki bębnienia, jakiegoś niewielkiego instrumentu. Dziewczyny w kuchni nie słyszą tych nut. Idę do pokoju, bo to coś zupełnie innego niż znałam do tej pory. W progu pokoju stanęłam jak wryta. Chłopak siedzi po środku, gospodarz i jego przyjaciel tuż przy nim. Jeden gra na fleciku, drugi uderza w bęben. Następnie coś, co przypomina wachlarz, w dłoni gospodarza. Wykonuje nim ruchy dookoła sylwetki młodego, dotyka jego ramion, tak mi się zdaje. Choć za pośrednictwem instrumentów nigdy nie dotyka jego ciała. Gospodarz ma zamknięte oczy, wygląda jakby był w transie. Wszyscy są skupieni. Dziewczyny z kuchni dotarły do pokoju i patrzą dziwiąc się. Ja z utkwionym wzrokiem patrzę na wszystko co dzieje się w tej niewielkiej przestrzeni. Czuję się jak zaczarowana, albo jakbym była w domu… Najbardziej wzrusza mnie trans.
Zostaję sama z nimi i tą niezwykła sytuacją. Nie wiem nawet czy powinnam tu być, czy powinnam przyglądać się czemuś co po raz pierwszy w życiu robi na mnie tak niespotykane wrażenie. Zostaję, nie mogłabym się stąd ruszyć, i nie chcę.
Siedzę w ciemnym kącie, wzruszona, inaczej niż zawsze, płaczę. Młody chłopak otwiera oczy i po kilku sekundach wstaje i dziękuje przyjaciołom za to co przed chwilą dla niego robili. Przytulają się, stają się sobie bliżsi, tak naturalnie, po ludzku. Chłopak przytula się do mnie a ja wycieram łzy, jest ciemno i pewnie nie zauważył, choć to nieważne w tej chwili. Teraz dopiero reszta zobaczyła, że byłam obecna w pokoju. Jest między nami milczące porozumienie, wspólnota! Mam w głowie milion pytań, których nie potrafię zadać.

Wychodzę na zewnątrz. Jest ciemna piękna noc, moja ostatnia tego lata tutaj. Wiem, że od tej pory nic już nie będzie nigdy takie,jak przedtem.

niedziela, 18 kwietnia 2010

Po tragedii w kraju

Pytasz mnie o patriotyzm.
Poszedł trochę w odstawkę, gdy znaczenia nabrało życie każdego z nas indywidualnie. Odnajdowanie siebie, szukanie gdzieś w codzienności. Patriotyzm jest hasłem z encyklopedii. To, co w sercu czuję do Polski, nazwać mogę wrażliwością i tęsknotą do domu.
Hasło: ostatnia tragedia.
...
Łatwo mieć tu dystans, wiesz? Mniej boli strata wielu ludzi.
Polityka bardziej mnie przeraża niż interesuje,więc odcinam się trochę, choć przykro mi. Równiez dlatego mi przykro, że nie ma mnie w kraju, że mam ten dystans z dużej odległości. Że kolejne historyczne wydarzenie ma miejsce a ja tu borykam się z codziennością.
Mówisz: życie.
Otóż to.
Więc żyję i pytam innych, co tu ze mną. Oni też mają dystans, czytają wieści z kraju, donosy, przypuszczenia, filmy oglądają, patrzą i zastanawiają się. I też żyć tu muszą dalej, z dystansem większym czy mniejszym.

Czy to coś zmieni w kraju, z którego wyjechałam już prawie 5 lat temu?
Chcę wierzyć, że zmieni. Na lepsze.

piątek, 16 kwietnia 2010

Cudowny piątek

Dziś odwiedziła mnie pewna starza dama. Przedstawiła sie jako Terra, miała aparat słuchowy w uszach, długie, nie do konca siwe włosy - piękne, długie, proste, powiedziałabym. W czasie, gdy wykonując swoją pracę próbowałam jej pomóc, powiedziała, że ma 80 lat, że jest katoliczką a od 28 lat wegetarianką.
Jej drobne, delikatne dłonie pokryte cienką, przezroczystą skórą uścisnęły moją dłoń a oczy wpatrzone w moje nie przestawały sie uśmiechać. Wychodząc obiecała, że się o mnie pomodli i prosiła, bym też się o nią pomodliła. Wzruszyłam się.


Kilka godzin później, 20 minut po wyjściu z podmiejskiego autobusu zorientowałam się, że zostawiłam w nim portfel ze wszystkimi dokumentami, jakie posiadam. Spanikowałam ale znalazłam nr telefonu do tutejszego "pekaesu" ;) i od razu zadzwoniłam z pytaniem, czy nie wiedzą nic o moim portfelu. Miły pan, który nie potrafił przeliterować mojego nazwiska powiedział, że ma go przed nosem i mogę go odebrać kiedy tylko chcę!!!!! Padałam na twarz, zmęczona długim, ciężkim piątkiem ale właśnie w tej samej chwili byłam najszczęśliwszą osobą na wyspie :D
Cudowny to był piątek, taki normalnie, fajnie cudowny!

sobota, 10 kwietnia 2010

Śmierć Prezydenta RP

Dzis rano mój kolega Mahndi zadzwonil z informacją, że na hinduskiej tv mówią o śmierci polskiego Prezydenta.
Stało się.
Tragedia.
W obliczu tej śmierci chyba lepiej milczeć.

Drogi Panie Prezydencie!
Żegnam.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Kalendarz szalonego małolata


"Jestem nikim
jestem dupkiem
jestem słaby
ginę w tłumie.

Jestem głupi
jestem inny
jestem tchórzem
jestem winny.

Jestem śmieciem
niepotrzebnym
Jestem łajdak
i to wredny.

Jestem brzydki
jestem smutny
jestem chamem
jestem brudny.

Ale przecież jestem"

To tekst, który dawno, dawno temu znalazłam na jedej ze stron Kalendarza Szalonego Małolata. Napisał go któryś z czytelników, chyba. Dla mnie wstrząsający, zrobił wrażenie, na tyle, że po latach - chyba 15 latach!!!! - nadal o nim pamiętam. No i proszę, znalazłam go online.
Ale chciałam raczej napisać o samym kalendarzu. To dopiero była jazda!!!! Wszystkie jego strony od września do czerwca były zapisane drobnym maczkiem. Do niektórych kartek przypięte albo przyklejone specjalne dodatkowe informacje dotyczące wydarzen tamtych dni. Do tej pory mam jeszcze pukiel obciętych włosów w kolorze czerwonym, które rozpoczęły w moim życiu erę krótkowłosej, zbuntowanej Moniki. Włosy są nadal przypięte do jednej z kwietniowych stron w roku 1995. Poza tym jest tam wiele sekretnych informacji, tajemnic i myśli.
KSM był moim najlepszym przyjacielem!!! I miał niewiarygodnie ogromną wartość. I na pewno duże znaczenie na to kim teraz jestem! :)