10 dni w hiszpańskiej wiosce na północy kraju
dni, które zmieniły we mnie dużo
magiczny dom, pełen pamiątek z Peru, Kolumbii, Brazylii i Arizony,
magiczni ludzie i czas.
Cisza, spokój czasem zakłócony muzyką z głośników sprzedawcy lodów, który właśnie w czwartki dojeżdża ze smakołykami.
Świerszcze, dzwonki na szyjach krów,
świergot i śpiew ptaków.
Góry dookoła
i wiara, że to ma sens.
I radośc z każdej chwili tam, każdej, znaczy dokładnie z każdej.
Jak chyba nigdy przedtem.
Taka była Munilla w 2009 roku
to tak na swieżo,
wróciłam wczoraj wieczorem
jeszcze do siebie docieram!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz