piątek, 27 listopada 2009

wspomnienie pierogów

Pewnego dnia, po wielogodzinnej podróży PKP wylądowałam w Krościenku, pięknej miejscowości w Pieninach. Wraz z moim znajomym poszliśmy zjeść obiad w pobliskiej jadłodajni, w zasadzie weszliśmy do pierwszej po drodze, bo umieraliśmy z głodu. Mój współtowarzysz zamówił zupę, ziemniaki z kotletem, frytki a ja pierogi z kapustą i grzybkami, bo dojrzałam kuchnię a tam kucharki lepiące pierogi. Czekałam długo albo bardzo długo. Do naszego stolika kolejno donoszono: zupę, potem ziemniaki i kotleta, surówki a ja wciąż czekałam na pierogi. Wreszcie przyniesiono mi super dużą porcję z dodatkowymi grzybami. Były to najlepsze jakie do tej pory miałam w ustach pierogi z kapustą i grzybkami. Zachwycałam się nimi bardzo głośno (chyba nie mlaskałam ale pewności nie mam…) Opłacało się czekać!!!! Podsumowaniem tego posiłku była rozmowa, którą usłyszałam chwilę po tym jak zaczęłam rozkoszować się moim obiadem: kiedy kelnerka podeszła do pana siedzącego obok, by zabrać zamówienie, ten powiedział, że chce to samo co mam ja. Jem tak apetycznie, że i on ma na to ochotę. Na to z kuchni usłyszeliśmy krzyk: to była ostatnia porcja z grzybami i kapustą, więcej nie ma!!!
Może to nie jest najzabawniejsza historia na świecie ale zapamiętałam ją jako wesołą. A gdy 2 lata później opowiedziałam ją znajomemu w autobusie do Krościenka – a był to, lub pewnie nadal jest, obżartuch niesamowity- zrobiłam mu takiego apetytu, że zaraz po wyjściu myślał tylko o tej karczmie, i pierogach. Nie udało nam się jednak dotrzeć tam na obiad ;(
Tak sobie czasem myślę o polskim żarciu. Patrzę na to co jedzą tutejsi i aż mi ich czasem żal.
A teraz idę zjeść kanapkę z avocado. Pyszna, polecam.(pozdro dla Daniela…)

Brak komentarzy: