sobota, 30 stycznia 2010

Cusco bez machu Picchu

24 godziny jazdy autobusem na wysokosc 3500 m.n.p.m. z Limy do Cusco. Zmeczenie ogromne, psychiczne, herbatka z koki pomogla ale u tak przespalismy 14 godz. zanim doszlismy do siebie.
Cusco bogate w kolory, bardzo tureystyczne. Muwlismy plan by dotrzec do Urubamby zostac na noc u znajomego Daniela, pozniej do Aquas Calientes by stamtad wczesnie rano ruszyc na mchu Pichcu. Niestety okazalo sie ze lawina zasypala tory kolejowe-jedyna droge by dotrzec do Machu. postanowilismy wiec ruszyc do Puno i tam zrealizowac plany by w drodze powrotnej zdobyc Machu..... nie uda sie niestety, nie tym razem, bo kolejne lawiny i deszcze odciely szczyt Machu od swiata, turystw i tubylcow rowniez. Juz w drodze do Puno widzielismy zalane wioski po pierwszej lawinie, zruinowane domostwa i bystro plynaca rzeka Urubamba. Smutny widok. Jednak okazalo sie, ze gdybysmy posatnowili poczekac w Cusco moglibysmy sami znalesc sie w tej kijowej sytuacji.
Tymczasem Puno, dosc cieple i przytulne. Wybralismy sie na wyspy Uros, plywajace wyspy, zbudowane z pewnego rodzaju slomy, na ktorej od stuleci zyja potomkowie Inkow, chyba... POzniej pojechalismy na druga wyspe (wszystkie na jeziorze TITITACA) Amantani i tam mieszkalismy w dosc tradycyjnych warunkach razem z mieszkancami wyspy. O tym napisze pozniej, bo to bardzo ciekawe przezycie ale w kafejce internetowej sie da.

piątek, 22 stycznia 2010

Lima, Peru cd.

Jutro jedziemy do Cosco wiec dzis o moich wrazeniach z Limy :)
OGROMNA< PRZEOGROMNA!!!!!!
bardzo głośna i zanieczyszona smogiem
jednoczesnie piekna, bo zyje swoim własnym życiem i mimo jakby sie zdawało ogromnego haosu, świetnie zorganizowana w nim.
Podróżujemy autobusami i taxowkami :) autobusy sa niesamowite, o tym napisze pewnie jeszcze później.
Chcialama napisac by wspomnieć, że pięknie jest podpatrywac choc przez chwilke totalnie totalnie inną kulturę !!!!!! piękną, kolorową i zupełnie odmienną. uwielbiam tą tu możliwość :)
za błędy przepraszam, poprawię później
buenos dias!!!!!!

czwartek, 21 stycznia 2010

Lima, Peru

wpis 1.
dopiero dotarłam, podróż była baardzzzzzzzzzzdooooooooooooooo długa ale nie najgorsza, znaczy nawet ciekawa, choc oczekiwanie na lotnisku na kolejny samolot wydłużało się w nieskończoność, wciąż miałam wrażenie że zostały mi 2 godz. do odprawy. po czym okazywało się, że trzeba odsiedziecjeszcze troche czasu zanim w końcu wpuszczą mnie do samolotu. Oddałam moje miejsce przy oknie parze, która nie miała wykupionych miejsc obok siebie i dosiadałam sie do innej pary francuzów, którzy mówili tylko w swoim ojczystym języku ale i tak udało nam sie dogadać. BYłam nawet pomocna i wykorzystałam wszystkie (nie najlepsze) moje umiejętności językowe by pomóc im wypełnic dokumenty mihgracyne.
lece, Daniel woła.

piątek, 15 stycznia 2010

nuda

Oczy zaraz wypłyną, za dużo oglądania głupot na kompie, choć muszę przyznać, że najnowsza piosenka Alici Keys jest przepiękna :))))
Wyrzuciłam kilku jegomości i jegomościówek z moich znajomych na naszej klasie (i tak mam tam jeszcze ponad 180 osób, i tylko z garstką mam jako taki kontakt,więc coś i tak zmienić trzeba....).
Mój ukochany nie czyta tego, co tu piszę, więc w zasadzie mogę coś o nim skrobnąć..
heheheheh
nie, nie i nie! za karę!!

mentalnie spakowana do podróży choć po głowie wciąż kilka pytań mi skacze hop hop o tak :) za tydzien o tej porze powinnam być w Limie :) no tam mnie jeszcze nie oglądali!!!!!
Jadę do Daniela :) i mamy fajny plan podróży!! hmm on go stworzył, fajny. Więc będzie co oglądać. :)))))


tymczasem na zamku ... nuda

piątek, 8 stycznia 2010

zaczęło się



No i Nowy Roczek powitał nas
samochód się zepsuł w drodze na sylwestrowy spacer po wzgórzu,
linie lotnicze które miały mnie zawieźć do Peru zbankrutowały,
domowa atmosfera się ulotniła albo zamroziła gdy na wyspę dotarły minusowe temperatury.

To mijający tydzień.

A ten dzień już spokojniejszy
z nowymi biletami w innych liniach,
autem zreperowanym
a atmosfera, cóż sama się nie naprawi ale za to wyjaśnia wiele
i przypomina też, że ważne rzeczy i ludzie bronią się sami tym, że SĄ.
Czas na zmiany.


Teraz weekend :)
miłego wypoczynku po pracy.

ps. lubię to zdjęcie, sama zrobiłam :)