Zadzwonił do mnie kiedyś Pan z Wąsami. Poprosił o pożyczkę pewnej sumy pieniędzy. Gdy niepotrzebnie tłumacząc się, że nie posiadam takiej, jakiej sobie jegomość życzy, zapytałam po co mu tyle kasy, odpowiedział, że „chciał sobie wjebać na książeczkę oszczędnościową, by mu się uzbierały jakieś procenciki na czarną godzinę”.
Zatkało mnie.
Maduro, uczeń upadającej szkoły
9 lat temu

1 komentarz:
Świetny pomysł. Też bym nie miała nic przecwko procentom od Twoich pieniędzy. Dogadamy się ;)
Prześlij komentarz