piątek, 31 lipca 2009

31 lipca 2009


Pobudka o 6.10,
spacerek nad morze,
lektura Coelho na ławce na promenadzie,
słoneczko grzało w twarz, więc się uśmiechałam!!!
szczęśliwy to dzień, bo takie poczucie miłe mam w środku.
w kościele od rana pomodliłam się i podziękowałam :)
zimno-ciepły prysznic po powrocie.
Tak się zaczął ten dzień.
Jakby wciąż się zaczyna.

!!!!!!! a pewnie 15 lat temu nie wierzyłam, że dożyję swych 30 urodzin!!!! :D

środa, 29 lipca 2009

Znalezione, nie kradzione2

Znalazłam w internecie.
Dziekuje!!

Pewnej kobiecie przyśniło się, że za lada w jej ulubionym sklepiku stał Pan Bóg. "To ty, Panie Boże!" - zakrzyknęła uradowana. "Tak, to ja" - odpowiedział Bóg.
"A co u ciebie można kupić?" - zapytała kobieta.
"U mnie można kupić wszystko" - padła odpowiedź.
"W takim razie poproszę o dużo zdrowia, szczęścia, miłości, powodzenia i pieniędzy". Pan Bóg uśmiechnął się życzliwie i oddalił na zaplecze, aby przy-nieść zamówiony towar. Po dłuższej chwili wrócił z malutką, papierową tore-beczką.
"To wszystko?!" - wykrzyknęła zdziwiona i rozczarowana kobieta.
"Tak, to wszystko - odparł Bóg i dodał: Czyżbyś nie wiedziała, że w moim sklepie sprzedaje się tylko nasiona?".

Alchemik

Przeczytałam dziś Alchemika Paulo Coelho.
Niezwykła. Nic dodać, nic ująć.

niedziela, 26 lipca 2009

Pada pięknie

Prawie całą noc podał deszcz. Słyszę, bo mam w suficie okno i czasem nie mogę spać, gdy tak pada i pada.
Ale pada pięknie i letnio. W każdym razie mam takie wrażenie, gdy nie wychylam nosa spod kołdry.
W pokoju jest ciemno i sennie. Nie trzeba nic robić, nigdzie się spieszyć.
Fajny dzień. I to początek dopiero!!

A na śniadanie placek z jagodami!!

czwartek, 23 lipca 2009

Pierwszy przystanek


Miasto z zamkiem, przy plaży.
Kamienista plaża, czasem śmierdzi. Pies labrador, czarny biega za kamieniami, które mu rzucam, nie zawsze je przynosi w pysku z powrotem, bo po drodze znajdzie coś ciekawszego, ot tak, po prostu.
Dla mnie na plaży wiatr, cudowny, czasem silny!!
Znaczy, że życie idzie do przodu, że jest dobrze.
Że żyję!!!

Zostanę tu jeszcze torchę. (Mam plany na najbliższą przyszłość.
Fajnie mieć plany, bo wcześniej pustka była.)
Czasem wyjadę stąd na chwilę.
Juz niedługo do Polski i bardzo mnie to cieszy!!!!!!
Jadę do Polski, do bliskich!!!!
:))))
ufff
jutro nowy dzień!!!!

środa, 22 lipca 2009

zaczynam nową podróż

już zaczęłam
z biletem w jedna stronę

trasa nieznana i cel jeszcze nie do końca - trudno go nazwać acz pachnie przyjemnie

Samotne podróże są fajne
lubię obserwować ludzi
i siebie
Być sobie
tak, o

czwartek, 16 lipca 2009

no czego?

Czego ja szukam w tym internecie? Oczy już bolą a ja się gapię w ten ekran jak chora jakaś.
Łeb pęka, bo jakieś choróbsko sie napatoczyło chyba a ja siedzę i się gapię!
No już, już.
Idę stąd.

cholera jasna, no!

wtorek, 14 lipca 2009

Pan z wąsami 2

Zadzwonił do mnie kiedyś Pan z Wąsami. Poprosił o pożyczkę pewnej sumy pieniędzy. Gdy niepotrzebnie tłumacząc się, że nie posiadam takiej, jakiej sobie jegomość życzy, zapytałam po co mu tyle kasy, odpowiedział, że „chciał sobie wjebać na książeczkę oszczędnościową, by mu się uzbierały jakieś procenciki na czarną godzinę”.
Zatkało mnie.

poniedziałek, 13 lipca 2009


w drodze...
do siebie.

piątek, 10 lipca 2009

Weselicho


Jedna moja znajoma ma za tydzień ślub swego jedynego syna.
Od kilku miesięcy walczy z nadwagą, by tego dnia być przepiękną Mamuśką. Kupiła sobie nawet sukienkę za 2000 funtów ale dziś bardziej jej się już podoba suknia jej córki. No szkoda, no.
Wszystko jest na tip top przygotowane,
choć lider orkiestry zamówionej na wesele ponoć dostał ataku serca a na zewnątrz hotelu w którym będzie impreza staną rusztowania potrzebne do malowania budynku, poza tym krawcowa męskich, weselnych kamizelek (Pana młodego, jego ojca i świadka) zmyła się z kasą i ślad po niej zaginął.
Poza tym wszystko zapięte na ostatni guzik.

Zdrowie Państwa Młodych!!!

czwartek, 9 lipca 2009

Na szczęście



Rozmawiałam z Przyjaciółką.
Powiedziałam jej co odkryłam w sobie, gdy nie szukałam.
Jakie szczęście mnie spotkało, gdy znalazłam szczęście.

Na szczęście ona wiedziała o czym mówię,
Przeżyła to sama i trzyma się tego od ponad dekady.
Mówiła, że jej najbliżsi nie potrafili zrozumieć, więc przestała tłumaczyć im
i siebie też już nie usprawiedliwia.
Dalej idzie przez życie z tym co znalazła,
odprężona bardziej
i wie, że już wszystko jest dobrze,
choć czasem jest ciężko, bo życie bywa przygnębiające.

Dobrze mi z tym.

środa, 8 lipca 2009

znalezione, nie kradzione :)

"W dalekiej galaktyce, w środku kosmosu, żyje grupa istot zwanych Władcami Czasu. Pilnują oni całego stworzenia. Są odpowiedzialni za utrzymanie ewolucji wszystkich form życia w całym swoim dominium. Co jakiś czas któryś z nich jedzie na wakacje. Pewnego razu przyszła wreszcie kolej na Kroba. Krob udał się do agencji podróży, by znaleźć dla siebie miejsce na spędzenie urlopu.
– No cóż, panie Krob – rzekł agent – mamy wolne miejsca na dalekich krańcach naszego systemu gwiezdnego, na "Czerwonej" planecie. Może pan tam leżeć do góry brzuchem i cieszyć się wszystkimi przyjemnościami życia.
– Byłem tam ostatnio i jest tam wspaniale, ale wolałbym coś bardziej egzotycznego – odpowiedział Krob.
– To może będzie panu odpowiadała "Zielona" planeta w sektorze gwiezdnym 401. Można tam odpoczywać w idealnym spokoju i ciszy. Ostatnio jest to bardzo popularne miejsce.
– Nie – odrzekł Krob – wolałbym okolicę, w której mógłbym stawić czoło jakimś wyzwaniom. Agent zastanowił się przez chwilę i powiedział:
– Myślę, że mam coś takiego. Na dalekich krańcach kosmosu znajduje się bardzo mały sektor gwiazd zwany "Drogą Mleczną". Bóg jeden wie, skąd wzięli taką nazwę. Jest w nim "Niebieska" planeta; można tam bawić się z samym sobą i innymi Władcami Czasu, którzy spędzają tam swój urlop. Główną rozrywką jest "zabawa w chowanego". Jest bardzo popularna. Zanim pan tam pojedzie, musi pan zdecydować, ile żyć chce pan otrzymać i jaką rolę odgrywać w danym życiu. Ponieważ w naszym wymiarze nie istnieje czas, może pan dostać tyle żyć, ile pan zechce. Tam zapomni pan, kim jest, aby mógł pan szukać siebie za każdym razem – w każdym życiu od nowa. Pomiędzy życiami musi pan wybrać, w co się chce bawić w następnym życiu. Musi pan także wybrać dla siebie płeć. W każdym życiu są bardzo fajne gry i zabawy zwane rodziną lub relacjami. Te to dopiero potrafią człowieka rozśmieszyć!
Krob się zainteresował:
– To brzmi wspaniale. Proszę mi jeszcze powiedzieć o innych grach i zabawach, w których mogę uczestniczyć, podczas gdy będę próbował odnaleźć siebie.
– Och, jest ich dużo. We wszystkich może pan wziąć udział podczas swych wakacji. Bardzo popularna jest "zabawa w wojownika". W tej zabawie może pan zobaczyć, ile razy można pana zabić w bitwie albo w innych okolicznościach, w których pomaga pan innym sprawdzić to samo. To bardzo zabawna gra, a najzabawniejsze jest w niej to, że wszyscy traktują ją serio. Większość bierze w niej udział około 200 razy. Mówię panu, można umrzeć za śmiechu, taka jest fajna. Jest też zabawa w kupca. Pokazuje, ile razy można się wzbogacić, a później wszystko stracić. Bardzo interesująca, pyszna rozrywka. A co by pan powiedział na zabawę w woła roboczego? Polega ona na tym, że robi się to samo codziennie przez osiem godzin przez około pięćdziesiąt lat i dostaje za to tyle pieniędzy, by nakarmić rodzinę i od czasu do czasu się upić. Jeśli wybierze pan płeć żeńską, może pan sprawdzić, ile razy potrafi posprzątać dom i ugotować, zanim zużyje pan swoje ciało. Nie bardzo to rozumiem, ale mam wrażenie, że ta gra ma także pomóc innym urlopowiczom w zabawie, którą nazywają "narodzinami". Ale jest jeszcze lepsza: "zabawa w studiowanie" – zobaczy pan w niej, ile teorii filozoficznych można włączyć do swojej kolekcji podczas jednej gry w odnajdywanie siebie. Jeśli stanie się pan w niej dobry, może przekształcić się w "zabawę w guru", w której uczestnik myśli, że jesteś oświecony, i pomaga innym urlopowiczom bawić się w studiowanie. Lecz najpopularniejszą rozrywką jest, niech pan słucha uważnie, zabawa, która trwa równocześnie z innymi zabawami. Nazywa się "zabawą w ofiarę i cierpiętnika". Tu się pan dopiero uśmieje! Boki zrywać! Zobaczy pan, ile zwykłych sytuacji potrafi pan przekształcić w tragedię, ile razy może pan umrzeć na jakąś chorobę, ile razy spowodować, że będzie pan, jak tam mówią, nieszczęśliwy. Zdaje się, że przy tej grze trzeba tak wytrenować umysł, by potrafił negatywnie oceniać i osądzać różne rzeczy. Ja w ogóle nie mogę jej pojąć. Zdaje się, że wysyłają urlopowiczów do specjalnych szkół, by się dobrze jej nauczyli. Ale pierwsze nauki pobiera się u tych wczasowiczów, którzy bawią się w rodziców. Jak pan trochę poćwiczy, to na pewno pan się zorientuje, o co w niej chodzi.
– To brzmi wspaniale. Proszę mnie zapisać."

piątek, 3 lipca 2009

urodziny


zbliżają się moje 30 urodziny,
juz czuję je jak powiew wiatru na karku

chyba nawet czekam z niecierpliwością i wierzę,
że zmiany nadchodzą
razem z tą trzydziestką

najpierw kursik zdrowego, głębokiego oddechu połączony z medytacją
bym potem na urodzinowym torcie mogła zdmuchnąć świeczki.

tararara