sobota, 6 lutego 2010

Harvey

Ma 64 lata, siwe kręcone włosy i pochodzi z Kanady. Od ponad 30 lat podróżuje kilka miesięcy w roku po różnych zakątkach świata. Spotkaliśmy go na placu przy kościele w Copakabanie. Był to jego pierwszy raz w Ameryce Południowej. Mój też.
Harvey zadawał nam dużo pytań, słuchał odpowiedzi i dzielił się swoimi doświadczeniami. Rozmawailiśmy o życiu, rodzinie, pracy, podróżach i miłości. O wszystkim, co ważne. O decyzjach, dojrzałości, świadomości i rodzicielstwie.
Pięknie się z nim rozmawiało, po prostu, normalnie i spokojnie. Patrzyliśmy sobie w oczy podczas rozmowy, i zdałam sobie sprawę, że nie zawsze mam kontakt wzrokowy z moimi rozmówcami.
Harvey podzielił się z nami swoją mądrością, i sam jak mówił dużo się uczy od ludzi, z którymi rozmawia. Taka wymiana energii.
Żałuję, że nie zrobiłam mu zdjęcia. Cholera jasna. Chociaż, jak mówił, najważniejsze emocjie i obrazy i tak na bardzo długo pozostaną w pamięci. Więc zapamiętam go :)

Brak komentarzy: