24 godziny jazdy autobusem na wysokosc 3500 m.n.p.m. z Limy do Cusco. Zmeczenie ogromne, psychiczne, herbatka z koki pomogla ale u tak przespalismy 14 godz. zanim doszlismy do siebie.
Cusco bogate w kolory, bardzo tureystyczne. Muwlismy plan by dotrzec do Urubamby zostac na noc u znajomego Daniela, pozniej do Aquas Calientes by stamtad wczesnie rano ruszyc na mchu Pichcu. Niestety okazalo sie ze lawina zasypala tory kolejowe-jedyna droge by dotrzec do Machu. postanowilismy wiec ruszyc do Puno i tam zrealizowac plany by w drodze powrotnej zdobyc Machu..... nie uda sie niestety, nie tym razem, bo kolejne lawiny i deszcze odciely szczyt Machu od swiata, turystw i tubylcow rowniez. Juz w drodze do Puno widzielismy zalane wioski po pierwszej lawinie, zruinowane domostwa i bystro plynaca rzeka Urubamba. Smutny widok. Jednak okazalo sie, ze gdybysmy posatnowili poczekac w Cusco moglibysmy sami znalesc sie w tej kijowej sytuacji.
Tymczasem Puno, dosc cieple i przytulne. Wybralismy sie na wyspy Uros, plywajace wyspy, zbudowane z pewnego rodzaju slomy, na ktorej od stuleci zyja potomkowie Inkow, chyba... POzniej pojechalismy na druga wyspe (wszystkie na jeziorze TITITACA) Amantani i tam mieszkalismy w dosc tradycyjnych warunkach razem z mieszkancami wyspy. O tym napisze pozniej, bo to bardzo ciekawe przezycie ale w kafejce internetowej sie da.
Maduro, uczeń upadającej szkoły
9 lat temu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz