Dziś odwiedziła mnie pewna starza dama. Przedstawiła sie jako Terra, miała aparat słuchowy w uszach, długie, nie do konca siwe włosy - piękne, długie, proste, powiedziałabym. W czasie, gdy wykonując swoją pracę próbowałam jej pomóc, powiedziała, że ma 80 lat, że jest katoliczką a od 28 lat wegetarianką.
Jej drobne, delikatne dłonie pokryte cienką, przezroczystą skórą uścisnęły moją dłoń a oczy wpatrzone w moje nie przestawały sie uśmiechać. Wychodząc obiecała, że się o mnie pomodli i prosiła, bym też się o nią pomodliła. Wzruszyłam się.
Kilka godzin później, 20 minut po wyjściu z podmiejskiego autobusu zorientowałam się, że zostawiłam w nim portfel ze wszystkimi dokumentami, jakie posiadam. Spanikowałam ale znalazłam nr telefonu do tutejszego "pekaesu" ;) i od razu zadzwoniłam z pytaniem, czy nie wiedzą nic o moim portfelu. Miły pan, który nie potrafił przeliterować mojego nazwiska powiedział, że ma go przed nosem i mogę go odebrać kiedy tylko chcę!!!!! Padałam na twarz, zmęczona długim, ciężkim piątkiem ale właśnie w tej samej chwili byłam najszczęśliwszą osobą na wyspie :D
Cudowny to był piątek, taki normalnie, fajnie cudowny!
Maduro, uczeń upadającej szkoły
9 lat temu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz